sobota, 21 września 2013

Guimaraes part I.

 Na początku wtrącę małą dygresję: w końcu mam swój bagaż! Miał przyjść po 3-4 dniach, a otrzymałam go po 2 tygodniach...i to w innym miejscu niż powinnam. Nanarzekałam i napłakałam się wystarczająco, więc nie będę tego powtarzać na blogu :) Najważniejsze, że już mam wszystko czego potrzebuję i mogę wrócić do biegania! Oprócz tego od października na całego rozpoczynam rok szkolny, a w tym masę zajęć praktycznych: lekkoatletykę, gimnastykę, pływanie, koszykówkę i aktywności alternatywne. Jestem bardzo ciekawa na jakim poziomie stoi "mój" kierunek  i jak te wszystkie zajęcia wyglądają w Portugalii. Do tego czasu mimo, że nie miałam ze sobą odzieży sportowej to ćwiczyłam z  Mel B: cardio, ABS, brzuch, pośladki, nogi, ramiona. Jem zdrowo i ...tanio,bo ceny żywności są po prostu kosmiczne. Staram się wybierać rozsądnie, tak żeby mojemu organizmowi niczego nie zabrakło, a żeby nie zbankrutować. Uwierzcie, że łatwe to nie jest i już nieplanowanie schudłam 2,5 kg. Kiedyś postaram się poświęcić osobnego posta na temat żywności, cen itp. w Portugalii.

Wracając do tematu posta: dziś zabieram Was do Guimaraes - pierwszej stolicy Portugalii, niewielkiego ale naprawdę bardzo urokliwego miasteczka. Byłyśmy tam z Anią tylko kilka godzin i nie zwiedziłyśmy dobrze, ale na pewno to nadrobimy. Spacerowałyśmy bez mapy, ciesząc się panującą tam afmosferą. Jeżeli chodzi o Bragę i Guimaraes to moim faworytem jak narazie jest to drugie!


  Z Fafe do Guimaraes jedzie się ok. 15 min. autobusem. Bilet kosztuje 2,5 euro. Tak samo jak podczas podróży do Bragi, widoki wzbudzały na mnie mega wrażenie. Górzysty teren, dużo zieleni i cudownie błękitne niebo - uwielbiam ten klimat!


   Stacja busów mieści się w podziemiach centrum handlowego. Najpierw zrobiłyśmy małe zakupy spożywcze i kosmetyczne, a potem ruszyłyśmy do centrum. Po wyjściu z budynku pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wyżej pokazany plakat. Na facebooku napisałam, że Guimaraes jest w tym roku Europejskim Miastem Sportu. Szczerze mówiąc tym razem nie zauważyłam żadnego związku, może kiedy indziej... ;)


  Szłyśmy przed siebie i mijałyśmy tego typu zabudowę:



Trochę pobłądziłyśmy szukając jakiegoś "important place"...



...ale w końcu dotarłyśmy na stare miasto na plac Praça da Oliveira. Znajduje się tam kapliczka, pełniąca rolę stacji drogi krzyżowej i  kościół klasztoru Matki Boskiej Oliwnej.



Zaraz obok jest plac Praça de São Tiago, który cechuje się charakterystyczną dla tego miasta zabudową.



Nie mogłyśmy wytrzymać z głodu, więc postanowiłysmy znaleźć jakieś "zazielonione" miejsce i zjeść to co wcześniej kupiłyśmy, żeby zaoszczędzić na stołowaniu się w restauracji. Szłyśmy ulicą Gen. Huberta Delagado, skręciłyśmy w Rua Agostinho i dotarłyśmy do parku "Jardim do carmo". Rozsiadłyśmy się, jadłyśmy i odpoczywałyśmy.



 
Później poszłyśmy dalej...


...aż dotarłyśmy do zbudowanego w stylu burgundzkim Pałacu książąt Braganca (Paço dos Duques de Bragança).



Zaraz obok znajduje się Zamek św. Michała ( Castel de Sao Miguel ). Musicie mi wybaczyć brak zdjęć z tego miejsca, na których głównymi bohaterkami nie jesteśmy my. Innym razem ;)


Robiło się dość późno, więc postanowiłyśmy powoli wracać na stacje.


Skrzyżowanie dróg Joaquim de Meira i wcześniej wspomnianej Aven. Gen Huberto Delgado.


Obecnie w Portugalii odbywają się wybory samorządowe, stąd wszędzie tego typu reklamy...


Tutaj nawet mało zadbane ogrody mają w sobie coś pięknego i tajemniczego.



Ostatnia prosta: Avenida conde de Margarida...



 ...i powrót do domu.

Jest to pierwsze relacja z Guimaraes, ale na pewno nie ostatnia. Razem z Anią mamy zamiar tam wrócić ( nie raz) i zobaczyć reszte miasta. Chyba nie pomylę się jak napiszę, że Guimaraes dla Portugalii jest takim samym miejscem jak  Kraków dla Polski. Klimatycznym, ciekawym, do którego chce się wracać. Może nie jest to Praga, czy Budapeszt ale ma w sobie coś naprawdę urokliwego i warto się tam wybrać.

6 komentarzy:

  1. Też miałam problem z bagażem na początku mojego Erasmusa, pojechał w zupełnie inne miejsce niż powinien ;) Teraz się z tego śmieje, ale wtedy przeżyłam mały dramat :P eh tak mi się marzy odwiedzić Portugalię, a zdjęcia, które pokazujesz sprawiają, że chcę tam pojechać jeszcze bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładne zdjęcia :) Zazdroszczę Ci wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie miasteczka z duszą :)
    Co do cen, to w Hiszpanii mam podobny problem, też są wyższe niż w Polsce i trzeba się nagimnastykować, żeby zrobić sensowne zakupy i nie zbankrutować.

    Nie podobał mi się jedynie fragment o bagażu, bo to akurat dopiero przede mną. Ma mój bagaż zostać wysłany jutro i liczyłam, nadal w sumie liczę, że dojdzie w obiecane 5 dni...

    OdpowiedzUsuń
  4. hej obserwuje Twój blog od jakiegoś czasu i musze Ci powiedziec, że znalazłam w sieci fajny program do sprawdzania ile jeszcze sadełka trzeba zrzucić :) sprawdz-sylwetke

    OdpowiedzUsuń
  5. Ohhh jak zazdroszcze, ja leze w domu wlasnie pod kocykiem popijam herbatke figura detox i smarkam w chusteczki. chora jestem okropnie ogladanie takich zdjec jest taaaakie miłe ^_^

    OdpowiedzUsuń