niedziela, 27 października 2013

Porto & Vila Nova de Gaia cz.1

 Zaniedbałam bloga, bo średnio mam czas na takie rzeczy. Internet mam jedynie w kawiarni i szkole.  Chciałabym napisać, że postanawiam poprawę, ale wiem, że będzie to bardzo trudne do zrealizowania. Nie mam zamiaru rezygnować z bloga, ale nie obiecuję regularnego dodawania postów.

 Przechodząc do rzeczy, dziś zabieram Was na kolejną wycieczkę - tym razem do Porto i Vila Nova de Gaia, gdzie byłam kilka tygodni temu. Od razu napiszę, że są to jedne z najpiękniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widziałam i właśnie dla takich chwil warto żyć!


  Planując wyjazd do Porto chciałyśmy dotrzeć tam autobusem oraz nocować przez "couchsurfing". Razem z Anią, 3 dni wcześniej zaczęłyśmy szukać hosta. Nie miałyśmy dużo czasu, dlatego nastawiłyśmy się, że w ostateczności będziemy musiały spać w hostelu. 

  W noc przed wyjazdem, koleżanka z uczelni zaoferowała nam podwózkę, ponieważ jechała do Porto spotkać się ze znajomymi. Pogoda nie dopisywała, więc po dotarciu do miasta poszłyśmy schować się do kawiarni, a potem chciałyśmy ruszyć w poszukiwaniu hostelu. Chwilę później okazało się, że dostałam odpowiedź od jednego z couchsurferów, który zaoferował nam nocleg w przyczepie znajdującej przy plaży w Vila Nova de Gaia :) 20 min. później jechałyśmy z Louisem i jego przyjecielem nad ocean.

  Po dotarciu na miejsce przywitały nas takie bajeczne widoki.

 Które chwilę później były jeszcze piękniejsze. Następnie pojechałyśmy zostawić swoje rzeczy i pojechać podziwiać Porto nocą.


 Jeśli jeszcze nigdy nie korzystaliście z couchsurfingu to bardzo polecam Wam spróbować! Można poznać naprawdę wspaniałych ludzi, zawrzeć ciekawe znajomości, dzięki którym będziecie mieć masę super wspomnień!


  W Porto wiele osób zajmuje się połowem ryb - stąd takie widoki nie są tam niczym "szczególnym".

Dalej ruszyliśmy w stronę mostu Ponte Dom Luís I.


 Ja i Ania

Jechaliśmy ciągle wzdłuż rzeki Douro, oglądałyśmy miasto i wymieniałyśmy się spostrzeżeniami. Niestety nie udało mi się zrobić więcej zdjęć.

Po powrocie do Vila Nova de Gaia poszłyśmy na plaże, mimo że strasznie wiało - było warto :)

 Kościół na plaży, z jednej strony otoczony skałami.


Widok  z tarasu kościoła.

Po czasie spędzonym na plaży poszliśmy do restauracji na kolacje, a potem wróciłyśmy spać do przyczepy. To był mega udany wieczór, taki podczas którego tak się cieszysz, że nie umiesz tego opisać słowami...a największą trudność sprawia ci opanowanie radości na twarzy. :)

Następnego dnia wstałyśmy ok. 7, spakowałyśmy się i poszłyśmy na plażę. Bardzo chciałyśmy się wykąpać w oceanie, ale pogoda była paskudna. Pozostał nam spacer, a potem wyjazd do Porto.

 Idąc na plażę...

 ...mijałyśmy tego typu zabudowę. 

 Plaża.

Na chwilę wyszło słońce...
 ...ale chwilę później znów się schowało,więc nie było mowy o kąpieli.

Ten drewniany deptak ciągnie się przez kilka km. Świetne miejsce na jogging, więc nie zdziwiło nas, że co chwila mijali nas jacyś biegacze.

Zjadłyśmy śniadanie na ławce, niedaleko przystanku i ruszyłyśmy zwiedzać  Porto...


 CDN.

9 komentarzy:

  1. piękne widoki :) nic tylko pozazdrościć ! ja od dawna chciałam spróbować coachsurfingu , ale nigdy nie było okazji :(

    OdpowiedzUsuń
  2. dużo ludzi chwali sobie tego typu podróżowanie, aż sama mam ochotę.. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie piękne zdjęcia! Zaciekawił mnie ten kościół na plaży, nie spotkałam się z takim jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne zdjęcia! To z psiakiem za bramą jest najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prześliczne miejsce, zazdroszczę wycieczki
    http://labelsout-lifedesigners.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń