sobota, 21 marca 2015

Spacerem po Rzymie cz.1

   Dzisiaj pierwszy dzień kalendarzowej wiosny! Za moment zrzucimy grube kurtki i szaliki. Dzień nadal staje się coraz dłuższy i wszystko budzi się do życia. Człowiek ma więcej energii do działania i chęci do aktywnego spędzania czasu. Właśnie dlatego kocham tę porę roku !!!

  Dziś mija również miesiąc od kiedy wróciłam do Polski z Włoch. Z tej okazji zabieram Was na spacer po jednym z moich trzech ulubionych europejskich miast - Rzymu. Wg mnie jest to miejsce do którego można wracać tysiące razy i nigdy nam się nie znudzi. Tam jest tyyyyyle do zobaczenia i zwiedzenia !!! Nie miałam okazji być we wszystkich państwach starego kontynentu, ale myślę, że mimo to Rzym na zawsze zostanie dla mnie miastem, w którym mogłabym zamieszkać, gdybym zmuszona była wyprowadzić się z Polski. Miałam okazję być w stolicy Włoch dwa razy: tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2014 roku, oraz w lutym 2015 roku - tuż pod koniec moich praktyk, kiedy przyjechała do mnie moja mama. Te dwa okresy to jedne z najlepszych wspomnień, które ze sobą przywiozłam z mojego 5 miesięcznego pobytu we Włoszech. Jeżeli macie ochotę zostać to zaparzcie sobie kawkę lub herbatę, zapuśćcie poniższy kawałek i usiądźcie wygodnie. Zapraszam do oglądania masy zdjęć z 1 części mojego "Spaceru po Rzymie"!

 

   Za pierwszym razem kiedy byłam w Rzymie miałam jedynie jeden dzień na zwiedzanie ( wiem, brzmi jak żart), ponieważ święta spędzałam u cioci ( którą serdecznie pozdrawiam - być może to czyta! ) w małym miasteczku tuż obok stolicy Włoch - Frascati. Grafik był napięty, więc wstępnie miałam ustalone co chcę zobaczyć. Spacer rozpoczęłam od Piazza di  Spagna, gdzie tuż po wyjściu z metra ...zorientowałam się, że zapomniałam wziąć ze sobą przewodnika. Niech żyję ja - największy ogarniacz życia! Na szczęście wcześniej sporo czytałam, a poza tym dostałam na kartce wskazówki od cioci, więc mój pozytywny nastrój za bardzo na tym nie ucierpiał. Nie rozwodzę się za bardzo, bo później jeszcze tu wrócimy...


   Jak nie zabłądziłam bez mapy ?! He he. Oczywiście, że zabłądziłam - jeżeli chodzi o informacje turystyczne to Rzym nie jest najlepiej zorganizowanym miastem. Na szczęście szybko zorientowałam się, że przy wypożyczalniach rowerów znajdują się mapki z zaznaczonymi punktami orientacyjnymi. Ja - geniusz. Ruszyłam w stronę Piazza Navona.
  Później przypadkiem doszłam do Placu Weneckiego (Piazza Venezia ) i moim oczom ukazał się robiący wrażenie - Ołtarz Ojczyzny i postawiony przed nim pomnik Wiktora Emanuela II ( zarazem Grób Nieznanego Żołnierza). Wewnątrz znajduje się muzeum dotyczące historii zjednoczenia Włoch.


Dalej, zauważając Colosseum, ruszyłam Via dei Fori Imperiali...

  ...mijając po prawej stronie Forum Romanum...
...a po lewej Via Cavour.


   Chwilkę później trafiłam w końcu na informację turystyczną gdzie kupiłam mapkę i już nic nie było mi straszne! Dotarłam do jednego z głównych symboli Rzymu: Colosseum.

 ...i Łuku Konstantyna Wielkiego.

Dalej kierowałam się ulicą Domus Aurea...
... a po dłuższym czasie spacerowania znalazłam się ponownie w okolicach Piazza di Spagna. Ruszyłam Via del Babuino w stronę Piazza  del Popolo. W tych okolicach wszystko było tak cudnie oświetlone, że mimo braku śniegu dało się poczuć "magię Świąt".


  Piazza del Popolo  (pl. Plac Wszystkich Ludzi ) kiedyś był placem na którym wykonywano publiczne egzekucje. Do ostatniej doszło w 1826 roku.

   
  Na Plac Hiszpański wracałam przez Via del Corso. Tutaj ujrzałam mały polski akcent. Przypadek, że powiesili naszą flagę obok Wielkiej Brytanii? Nie sądzę. ;)

Robiło się ciemno, więc wsiadłam do metra i wróciłam do Frascati...

   Niecałe dwa miesiące później wróciłam do Rzymu z moją mamą. Pierwszy dzień spędziłyśmy  na odpoczynku, spacerze po Frascati, drugi na zwiedzaniu Watykanu - ale te części pominę, żeby w przyszłości zrobić o nich osobny wpis. 
   Trzeciego dnia, jak podczas mojej pierwszej wizyty, zwiedzanie rozpoczęłyśmy od Piazza di Spagna. Tym razem nie dość, że było słonecznie, to na dodatek na tyle ciepło, że swobodnie mogłyśmy chodzić bez kurtek.

 Palmy - uwielbiam palmy!


  Schody Hiszpańskie, czyli kolejny charakterystyczny punkt dla Rzymu. Oblegane przez turystów i okoliczną młodzież. Czasami odbywają się na nich pokazy mody, a wiosną podobno dekorowane są z okazji festiwalu kwiatów. U ich podnóża znajduje się fontanna Barcaccia. Na drugim zdjęciu możecie zauważyć barykady. Tego dnia obiekt był restaurowany, ponieważ dzień wcześniej, po meczu AS Roma: Feyenoord Rotterdam doszło do aktów wandalizmu i dewastacji Rzymu przez holenderskich kibiców

Ruszyłyśmy w stronę Piazza Venezia...
 O! A to ja - żeby nie było, że oszukuję!
  Od drugiej strony budynku, mijając Piazza Daracoeli i wchodząc po schodach, dojdziemy do kościoła Santa Maria d'Aracoeli. Z zewnątrz nie robi wrażenia, natomiast po wejściu do środka...

 ...TAK !!!
  Z tyłu Ołtarza Ojczyzny znajduje się winda. Wjeżdżając na górę jest okazja, żeby ująć panoramę miasta. My nie skorzystałyśmy, ponieważ dzień wcześniej robiłyśmy zdjęcia z kopuły Bazyliki św. Piotra, a poza tym nawet niżej widoki były super! Tutaj na stronę Panteonu...
 ...a tutaj Via dei Fori Imperiali.

Jak widać, niektórzy mimo wszystko bardziej zainteresowani byli innymi obiektami...
...ale wcale się nie dziwię, bo modele pozowali naprawdę znakomicie:

 

Forum Romanum:

I powtórka z rozrywki, czyli Colosseum i Łuk Konstantyna Wielkiego.


  Dalej ruszyłyśmy w stronę dzielnicy Trastevere. Dzień wcześniej koleżanka cioci powiedziała, że to jedna z jej ulubionych okolic. Sporo osób chodzi tam coś zjeść, czy spotkać się wieczorem ze znajomymi. Wcześniej pisałam, że mogłabym zamieszkać w Rzymie...i właśnie to miejsce miałam na myśli. Pięknie, klimatycznie, wyjątkowo! Popatrzcie:

Mieszkałabym sobie w takiej kamieniczce. Z takimi okiennicami i kwiatkami na parapecie...
Albo na poddaszu tego budynku! Taras marzenie!
 Brałabym psa do parku, a potem piła kawę w tym miejscu...

 ...a około godziny 10 wsiadała do tego samochodu i jechała do pracy.

Bym, bym, bym...ale przecież marzenia są po to, żeby je spełniać. :)
Follow my blog with Bloglovin

2 komentarze:

  1. Widze że blog ciekawy ale chyba na nim nie zarabiasz. A możesz zarobić całkiem nieźle promując produkty związane ze zdrowiem , szkoda żeby ruch na twojej stronie się marnował, jak możesz dorobić sobie niezłą pensję, wpisz sobie w google - spieniężanie stron o zdrowiu i urodzie

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny kraj i cudne zdjęcia :)
    Pozdrawiam, fit-healthylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń