sobota, 4 marca 2017

Fit lifestyle - czy warto? Inspiracja prosto z biedry.

  Cześć! Piękna sobota, prawda? Chyba w końcu nieśmiało puka do nas wiosna. Nie mogłam się jej doczekać - to moja ulubiona pora roku! Świat budzi się do życia!


  Do rzeczy. Dzisiaj przychodzi do Was mędrzec pełen refleksji (czyt. ja z kilkoma luźnymi spostrzeżeniami) dotyczących tego całego fit lifestyle.  Jeżeli lubicie się czasem głębiej zastanowić nad tematami egzystencjalnymi i nie odpowiadacie codziennie YOLO, gdy ktoś Wam proponuje 1000kcal w 100g  to zostańcie! W sumie jak tak odpowiadacie, to zostańcie tym bardziej! Postaram się nie zanudzać i moje przemyślenia ubrać w spójny sposób...choć nie obiecuje, że mi się uda.


Moja straszna inspiracja i małe podziękowania.


   Od razu napiszę, że wiem! Wiem, że nie powinnam. Nie powinno mnie to interesować i w ogóle brak kultury z mojej strony...ale zrobiłam to i nie żałuję! Wczoraj stojąc w kolejce do kasy w biedrze, zajrzałam do koszyka pani stojącej przede mną.
   Mój wzrok przykuły mleczne kanapki, na które miałam super ochotę. Jako człowiek wiecznie walczący z uzależnieniem od niezdrowych słodyczy automatycznie zacisnęłam pięści i myślę sobie "Nie wycofuj się z kolejki, nie idź po te pyszne batoniki. Nie warto.". Potem było już tylko gorzej. Istna MA-SA-KRA. Dla tej pani, nie dla mnie. Wykłada zakupy,a tam (tak, serio, starałam się wszystko zapamiętać): 4 zupki chińskie, flaki w słoiku, 2 żurki w proszku, 4 paki parówek, mleczne kanapki o których już wspomniałam, 2 batony, 8 paczek herbatników, 3 paczki karmelowych cukierków, 10 kisielków instant. Wtedy spoglądam na nią i widzę całkiem młodą, szczupłą osobę ze zmęczonym wyrazem twarzy i myślę sobie, że te wszystkie pyszności zje zapewne na spółę ze swoimi dziećmi.  
   Bardzo im współczuję, że od maleńkiego mają wpajane takie nawyki żywieniowe.  W głowie dziękuję mojej mamie i tacie, że jak byłam mała to czasami wracając po szkole do domu musiałam podjąć trudny wybór między lodami z cukierni, mega chupa-chupsem albo chrupkami kukurydzianymi ze spożywczaka. Dziękuję, że nie miałam do opchnięcia siaty wypchanej syropem glukozo-fruktozowym. Dodatkowo przypominam sobie jak rok temu na obozie sportowym złapałam 6letnią dziewczynkę na wyjadaniu łyżeczką z plastikowego pudełka mieszanki cukru i soli. Po wyjeździe jej mama wyjaśniła, że "daje jej to, bo córeczka lubi". W takim razie wszystko w porządku, jak lubi to niech wcina! Owsiki będą zachwycone. Robi mi się lekko niesmacznie i chciałabym już wyjść ze sklepu.
   Na końcu dziękuję mojej babci, że sama piekła pyszne ciasta i faworki, a dziadziusiowi, że częstował nas gorzką czekoladą, chałwą i grapefruitem z cukrem. Na wakacjach na wsi jedliśmy ciasto drożdżowe z powidłami i może nie było zakazu cukru i glutenu, ale cieszę się, że moja dziecięca dieta nie składała się w 90% z chemii.



Za skrajności w skrajność


     Ta zima dała mi w kość. Naprawdę rzadko choruję i nigdy nie miałam tylu infekcji jak w tym roku. Ciągłe katary, kaszle, bóle, gorączkowanie , antybiotyki - istny dramat. Stwierdziłam, że mam tego dość i czas zadbać o odporność. Zaczęłam od diety. O jednej ze zmian możecie przeczytać w tym poście o koktajlach. Innymi będę się z Wami dzielić wkrótce. Naprawdę dawno nie czułam się tak dobrze i już widzę, że moje ciało dziękuje mi za tą rewolucję.  


   Nadal nie jestem bezglutenowcem. Nie jestem weganką, a nawet wegetarianką. Nie jestem na diecie paleo i samuraja. Jem nabiał i jajka. Jem owoce. Jem kolacje po godzinie 20. Rzadko, ale bywa, że zjem coś słodzonego cukrem rafinowanym, czasem napiję się wina albo piwa. Uważam, że obecnie odżywiam się racjonalnie. Na pewno moja dieta nie jest idealna, ale staram się, żeby była zdrowa i bogata w substancje odżywcze. Stale uczę się rozpoznawać co mi szkodzi i w jakich ilościach. I przyznaję otwarcie: nie zawsze tak było. 


   Mam na koncie wzloty i upadki -  jak większość z nas. Bywały miesiące gdy kompletnie nie interesowało mnie to, czego potrzebuje mój organizm. Kanapki z oszukanym ciemnym pieczywem (na pewno kojarzycie bułki barwione karmelem), drożdżówki, ciasta i ciasteczka, batony, coca-cola i inny przetworzony syf był na porządku dziennym. Może nie było tak źle jak u tej pani z biedry, ale niewiele mi do niej brakowało. Regularność nie istniała w moim słowniku żywieniowym, a o wartościach odżywczych nie będę wspominać. Szeroko pojęte carpe diem i #foodporn.   
  Pamiętam też okresy, gdy wszystkiego bardzo pilnowałam. Wtedy cele żywieniowe były jednymi z najistotniejszych w moim życiu. Mogę się pochwalić liczeniem kalorii i kontrolą makro jakbym szykowała się na zawody sylwetkowe, których oczywiście nigdy nie miałam w planach. Zbędna suplementacja również była. Pojawiała się nawet lekka panika na myśl o świętach i o tym, że wpadnie coś nadprogramowego.
   Teraz sama nie wiem co było lepsze. 


Jak nie popaść w paranoje?


   W dzisiejszych czasach mody na bycie fit łatwo popaść w paranoje. Marketing firm farmaceutycznych i firm z odżywkami dla sportowców daje radę. Nie trudno przepłacić kupując produkty, które są zbędne w naszej diecie. Nie mam tutaj na myśli tego, że np. suplementacja białka jest zła. Raczej fakt, że niekoniecznie każdy z nas, kto chodzi 3 razy w tygodniu na siłownie, potrzebuje pudeł pełnych kreatyny, glukozaminy, spalaczy i innych super-proszków i ekstra-tabletek. Sama często kupowałam produkty, które tak naprawdę były mi zbędne. Nie dość, że przy swoim trybie życia, nie musiałam ich dodatkowo uzupełniać to jeszcze mój portfel na tym porządnie cierpiał. Kto nie wie, niech uwierzy: warto przed kupnem kolejnych supli zastanowić się czy nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na dobre mięso i warzywa ze sprawdzonego źródła? Naprawdę zdecydowanie bardziej opłaca się czerpać substancje odżywcze z nieprzetworzonego, lub nisko przetworzonego pożywienia niż z odżywek itp.


   Inna sprawa. Miliony dziewczyn na instagramie pokazuje ciało do pozazdroszczenia. Inne ze łzami w oczach zostawiają komentarze: "Kiedy rozpoczęłaś dietę i treningi?", "W jakim czasie mogę osiągnąć takie efekty?"," Ile kalorii dziennie spożywasz?" , "Jak długo zajęło Ci budowanie takiej pupy?" Szkoda, że dużo z nich nie orientuje się, że to idealne ciało po drugiej stronie monitora, to często kwestia odpowiedniego pozowania i oświetlenia (niekoniecznie photoshopa). Koniecznie zajrzyjcie pod link "#30secondbeforeandafter" . Tam zobaczycie zdjęcia dziewczyn, które nie wstydzą się tego, że nie są aniołkami Victoria Secret i pokazuję jaka jest rzeczywistość. 
   I przede wszystkim nie można szukać drogi na skróty. Nie od dziś wiadomo, że nie istnieją diety cud. Magiczne herbatki i kapsułki nie wyleczą nas ze złych nawyków żywieniowych. Jedząc fast-foody i popijając je zieloną herbatą nie schudniesz. Serio. Niestety to tak nie działa.

 Złoty środek


   Dbajmy o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Pamiętajmy, że nie żyjemy po to, żeby jeść i ciągle o tym myśleć, a  jemy i zdrowo się odżywiamy, żeby żyć szczęśliwie. Szczęśliwie oznacza dla mnie: w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.
   Dużo osób już pisało o złotym środku w diecie. Zgadzam się z nimi w 100%.  Dla mnie te dwa słowa oznaczają masę produktów nieprzetworzonych w postaci warzyw i owoców, orzechów,  kasz, orkiszu, przypraw, ziół i herbat do picia, wody. Od czasu do czasu nabiał, jajka, mięso. Zdarzają się odstępstwa w postaci pączków na tłusty czwartek, wieczoru z winem, burgera na mieście. W końcu wszystko jest dla ludzi. Nie idźmy ślepo za wszystkimi nowinkami dietetycznymi. 


             A dla Was? Jaki jest Wasz złoty środek? Koniecznie podzielcie się w komentarzach.

13 komentarzy:

  1. W końcu glos rozsądku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze? Dla mnie Ty juz popadlas w paranoje. Sama stwierdzasz,ze balas sie nadprogramowych kalorii,ze nie wiesz juz co bylo lepsze a jednak w sowim wpisie pokazujesz jakas taka " przewage i wyzszosc " nad kobieta z biedronki. Nie wiesz nic o jej zyciu, nie kazdy ma tyle luksusu by w dobie kredytow i bezrobocia myslec o tym co je. Widzisz, Ty patrzysz na liste zakupow tej Pani i co widzisz? " syf, glutaminian etc" a co widzi ona? prawdopodobnie " szybkie flaczki,jeszcze szybszy zurek, blyskawiczne zupki i mega szybkie przekaski". Nie kazdy tak patrzy na jedzenie jak Ty. Kiedys zylo sie slow. Widzisz dla mnie oczywiste jest ,ze lepiej wrzucic do gara zamrozone truskawki i zagescic odrobina maki ziemniaczanej ( czas przygotowania tak na prawde podobny do kisielu z torebki) jednak wielu ludzi zwyczajnie nie interesuje sie takimi rzeczami a ich zakupy nie wynikaja z lenistwa a braku czasu. A odpowiadajac na Twoje pytanie. Jaki jest moj zloty srodek? Na sniadanie wybieram ciemne pieczywo (nie,niefarbowane)w lecie jem mase warzyw z wlasnego ogrodka,w zimie glownie przetwory zamiast sztucznego pomidora(zdarzylo mi sie kupic w supermarkecie pomidora o smaku..ryby,serio!) Na obiad jem mieso,ziemniaki,kasze i cala game warzyw,w zaleznosci od pory roku. Bo wedlug mnie nie sztuka kupic chemiczne warzywka,ktore przyjezdzaja do nas z odleglego kranca swiata- jak bylam mlodsza trzymalam sie tego co wyczytalam w kolorowych pisemkach,teraz trzymam sie zasady-sezonowo. A w dni kiedy mi sie spieszy i potrzebuje obiadu na juz robie zurek z Torebki,z kielbacha i wiejskimi jajkami kupionymi od ciotki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepiej słuchać głosu swojego rozsądku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powszechny kult ciała i urody spowodował, że tylko niewielka grupa osób jest szczęśliwa. Większość dąży do boskości, zmieniając ciało i ubiory, inwestując w siebie, żeby być jeszcze wspanialszym, eksperymentując z głodówkami i dietami, ale z reguły jest to złe odżywianie. Każdy z tych wynalazków albo niszczy metabolizm albo powoduje efekt jojo. Naprawdę jedynym sposobem jest zaufanie dobremu dietetykowi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądrze :) Ja jem wszystko, ale z umiarem. Choć przyznam, że u mnie króluję nabial, ale po prostu był taki okres, gdzie po każdym posiłku nabiałowym konczyło się to źle dla mojego zołądka. Teraz zero przetworzonych rzeczy i jest o wiele lepiej. Zero kawy. Słodycze od czasu do czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam takie "skrzywienie", że przy kasie patrzę, co ludzie kupują i załamuję ręce, jak moga się tak truć!

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację z tym, ze zawartość naszych zakupowych koszyków czasem po prostu poraża... ale kiedy byłam w Stanach stwierdziłam, że naprawdę może być gorzej... to co się tam je to jest prawdziwa chemia i świństwo i to pompowane dzieciakom od rana do wieczora. Chociaż sama uwielbiam zgrzeszyć z czekoladą, chipsami i mam problem ze zdrowym odżywianiem to mam nadzieję, ze te zachodnie standardy nigdy do końca do nas nie dotrą... choć Mac, KFC i tak dalej już robią swoje ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę,że każdy kto choć raz podejmował zmiany nawyków żywieniowych przechodził te same etapy o których wspominasz. Raz wyliczanie makro, inny spoglądanie po koszykach. Równowaga. Do niej powinniśmy dążyć. A z wiekiem przychodzi nawet dystans do powyższego tematu.
    Jeśli nie cieszyć się życiem teraz, to kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  10. fajne propozycje :) zwłaszcza na śniadanko - ja bym tylko usuneła ziemniaczki z talerza, bo one strasznie podbijają insulinę i poziom cukru we krwi a tak to super :) kapustka i jajeczko super!

    OdpowiedzUsuń
  11. warto, organizm nam kiedyś za to podziękuje

    OdpowiedzUsuń
  12. swietny blog :D sama się zbliżam do 30 wiec chyba się tu zadomowię na dłużej

    OdpowiedzUsuń